StanislawGacek

Nie tylko nocą.


3.30. Jeszcze ciemno. Uśpiona wieś czeka na kolejny, ciepły lipcowy dzień. Wstaję i zabieram przygotowany wcześniej sprzęt. Muszę się spieszyć aby dotrzeć na miejsce przed świtem. To ważne bo One nie będą czekać. Lubią noc. Na niebie piękny srebrno-granatowy spektakl. Rześkie powietrze pomaga zapomnieć o snach. Przejeżdżam kilka kilometrów i zostawiam samochód na poboczu. Dalej pieszo jakieś 400-500 metrów. Idę wzdłuż drogi przecinającej stawy. Niedaleko Wisła zaczyna zwalniać po przepłynięciu zbiornika Goczałkowickiego. Dolina Górnej Wisły to dla Nich najważniejszy obszar w Polsce. Tu mają największe kolonie  i kluczowe miejsca lęgowe.


Zbliżam się cicho do grobli gdzie dwa dni wcześniej przygotowałem miejsce do fotografowania. Niewielkie trzcinowisko i młode olchy pozwolą ukryć się przed bystrym wzrokiem. Siadam tuż nad lustrem wody i przyginam kilka trzcin aby wtopić się w oto-  czenie. Jeszcze kilka zabiegów przy aparacie i można rozpocząć cierpliwe czekanie. Cierpliwość to podstawa. Z każdym wyjściem w teren uczę się jej bardziej. Jest kompanem  w wielogodzinnych, samotnych czatach.


Robi się szaro. Powolutku zaczynam rozpoznawać kontury majaczące w oddali. Ciszę przerywają pojedyncze głosy budzącej się przyrody. Z pobliskiej kolonii śmieszek dochodzą pierwsze ptasie nawoływania. Już wkrótce wybuchną całą gamą niczym wielki wodospad zagłuszając wszystko wokół. Kilka metrów obok słychać cichy odgłos jakby chichot małego diabełka. To kukułka stroi swój „instrument”. Pierwszy raz słyszę ją z tak bliska.


Lekka mgiełka unosi się nad wodą. Obserwuję staw w poszukiwaniu charakterystycznej, przygarbionej sylwetki. Przy przeciwległym brzegu wystaje z wody kilka gałęzi. Staram się skupić wzrok na tym miejscu. Raz po raz autofocus najeżdża i gubi ostrość. Jest za ciemno. W pewnej chwili gałęzie zaczynają się poruszać… Jest! Był tam cały czas ale trwając w bez-  ruchu przypominał konar drzewa. Ślepowron. Uśmiecham się do siebie. Jeśli jest jeden to będzie ich więcej. Lubią to miejsce.


Robiąc pierwsze zdjęcia zapominam o wszystkich niedogodnościach przygotowań. Przydałoby się więcej światła – to zdanie powtarzam jak mantrę. Słychać inne osobniki. Charakterystycznego „krakania” nie można pomylić z innym ptasim głosem. Jeden siada na słupku. Potrafi tak stać długo na jednej nodze. To mało znany i piękny ptak. Z bliska widać czerwoną tęczówkę oka i kryzę z tyłu głowy.


Wstaje słońce, a wraz z nim pojawiają się kolejne ślepowrony. Światło wyciąga piękne barwy, zdjęcia są coraz lepsze. Wymieniam kartę w aparacie. Mam już z czego wybrać. Robi się ciepło i zaczynam myśleć o powrocie gdy nagle, tuż przede mną ląduje piękny dorosły osobnik. Zajmuje cały kadr. Wstrzymuję oddech. Ślepowron przeskakuje z gałęzi na gałąź ruszając skrzydłami. Schyla głowę aby napić się wody i w tym momencie patrzy na mnie. Nie wiem kto jest bardziej zaskoczony. Robi kilka łyków i odlatuje. Trwało to 30-40 sekund, na szczęście na karcie było jeszcze trochę miejsca. To był najpiękniejszy ślepowron jakiego do tej pory widziałem.


Po to tu przyjechałem. Aby go zobaczyć. Zdjęcia to tylko pretekst. Przyrodnicy to rozumieją. Innym życzę aby też to kiedyś zrozumieli.


Darek Czernek


Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie